Wiatraki zamiast
kominów
Autor: Andrzej Hołdys 08-10-2004, ostatnia aktualizacja 08-10-2004 17:58
„Na powierzchni Ziemi
jest odpowiednio przestronnie i wietrznie, by ustawić kilka milionów wiatraków
i z nich czerpać cały prąd - wyliczyli holenderscy naukowcy.
Zamknijmy kopalnie węgla
kamiennego i brunatnego, wygaśmy szyby naftowe, zakręćmy kurki przewodów,
którymi płynie gaz, bo wystarczy wiatr - dowodzą w ostatnim numerze fachowego
pisma "Energy Economics"
badacze z Uniwersytetu w Utrechcie Monique Hoogwijk i jej dwaj współpracownicy Wim
Turkenburg oraz Bert de Vries.
Ich zdaniem energia, jaka kryje się w ruchach powietrza na Ziemi, jest na tyle
duża, że wystarczy jej dla wszystkich, i to z naddatkiem.
Chiny dla wiatraków
Świat zużywa
co roku blisko 16 bln kWh energii. Wypada
średnio po 2500 kWh na osobę. Większość spala przemysł, ale mniej więcej jedną
czwartą - gospodarstwa domowe. Oczywiście największymi konsumentami prądu są
kraje zachodnie. Równocześnie ponad dwa miliardy ludzi, czyli jedna trzecia
populacji, w ogóle nie ma dostępu do sieci elektrycznej.
Uczeni z Utrechtu
szacują, że wiatr chwytany przez turbiny zbudowane na lądach mógłby dostarczać co roku około 96 bln
kWh. To nie wszystko. Do tego należałoby jeszcze doliczyć wiatraki, które można
zakotwiczyć na płytkim dnie morskim w odległości kilku kilometrów od brzegu.
Ich maksymalny potencjał wyliczono na blisko 30-40 bln kWh, ale to tylko bardzo szacunkowe dane, bo -
jak uważają holenderscy badacze - brak jest wystarczającej ilości danych na
temat prędkości wiatru na morzu.
Za to na lądach takich danych
nie brakuje, tu stacje meteorologiczne działają od dawna, ich sieć jest
najgęstsza w Europie i Ameryce Północnej. Hoogwijk i
jej koledzy wykorzystali informacje z ponad 3500 stacji pomiarowych, a za
odpowiednie do budowania turbin uznali te miejsca, w których średnia prędkość
wiatru na wysokości 10 m. wynosi 4 m. na s.
Okazało się, że aż cztery
piąte powierzchni ziemskich lądów nie nadaje się na budowę wiatraków, bo wieje
tam słabiej. Badacze wykluczyli też tereny gęsto zabudowane i silnie uprzemysłowione,
cenne przyrodniczo, a także góry i jeziora. Ale i tak pozostało sporo lądów, na
których można ustawić turbiny: ok. 10 mln km kw. (obszar wielkości Chin).
Dostarczana przez nie energia przewyższyłaby sześciokrotnie obecne potrzeby
świata, ale... byłaby niezwykle kosztowna. Holendrzy
wyliczyli, że wyprodukowanie 1 kWh kosztowałoby średnio dolara, czyli ok. 25
razy więcej niż w przypadku energii uzyskanej z tradycyjnych surowców.
Czyżby
więc wiatr był drogą donikąd?
Nie. Trzeba jednak ograniczyć się tylko do tych terenów, gdzie wiatry wieją
najsilniej i tym samym są najtańsze.
Porozmawiajmy o kosztach
Holendrzy dowodzą, że
można wyprodukować energię wiatrową w ilościach zabezpieczających wszystkie
potrzeby energetyczne świata w cenie 7-8 centów za 1 kWh. - To już tylko dwa
razy drożej w porównaniu z węglem czy ropą. A przecież cena tych ostatnich
surowców - w miarę jak ich ubywa - rośnie, a cena wiatru - w wyniku rozwoju
nowych technologii - systematycznie spada. Są już takie miejsca na Ziemi, gdzie
prąd z wiatru kosztuje tylko 4-5 centów za 1kWh - zauważa Hoogwijk.
Z jej wyliczeń wynika, że
aby zaspokoić głód energetyczny świata, trzeba byłoby na najbardziej wietrznych
obszarach, łącznie zajmujących 2,5 mln km kw. (osiem razy więcej niż terytorium
Polski), postawić około 5 mln turbin wiatrowych (każda o mocy dwóch megawatów -
to największe z dziś konstruowanych urządzeń).
Gdyby holenderską
propozycję zastosować do Polski, która rocznie zużywa około 150 miliardów kWh
energii, to wystarczyłoby na nasze potrzeby zbudować ok. 30-40 tys. takich
turbin. Zajęłyby one 15-20 tys. km2, czyli kilka procent powierzchni
kraju. Czy to możliwe? Teoretycznie można sobie wyobrazić, że prąd pozyskujemy
głównie z wiatru. Z analiz wykonanych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki
Wodnej wynika, że mniej więcej jedna trzecia powierzchni kraju ma korzystne lub
bardzo korzystne warunki do produkcji energii wiatrowej. Najlepsze są wybrzeże
Bałtyku i Suwalszczyzna, a także pas nizin
centralnych od Słubic po Warszawę. Potencjał wiatru
wiejącego na Polską oszacowany został na ok. 80-90 mld kWh rocznie, czyli aż
dwie trzecie krajowego zużycia prądu.
Kapryśna moc
Na koniec kubeł zimnej
wody. - Wiatr oczywiście nie może być jedynym źródłem energii na świecie. Jest
zbyt kapryśny. Jednego dnia wieje, drugiego znika. Wtedy trzeba czerpać prąd z
innych źródeł - zauważa współautor raportu Bert de Vries.
W Niemczech, które są na świecie potęgą wiatrową, turbiny pracują tylko przez
kilkadziesiąt dni w roku. Gdyby nasi sąsiedzi polegli tylko na nich, przez trzy
czwarte roku żyliby bez prądu. - Ale coraz powszechniej myśli się o tym, by w
jakiś sposób zmagazynować lub przetworzyć energię wiatru. Można ją np.
wykorzystać do napełniania wodą zbiorników przy elektrowniach wodnych lub też
do taniej produkcji wodoru, który jest uważany za paliwo przyszłości. To tylko
kwestia pomysłu, jak nie wypuścić z rąk raz złapanej energii wiatrowej - mówi
de Vries.”
Źródło: http://serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2331023.html
Dmucha energią
Autor: hold 08-10-2004, ostatnia
aktualizacja 08-10-2004 17:21
„Biznes
wiatrowy szybko się rozwija. Moc turbin rośnie z roku na rok w tempie 30-40
proc. Na koniec 2003 roku przekroczyła 39 tys. MW. To więcej niż zdolność
produkcyjna wszystkich polskich elektrowni. Liderem są Niemcy (14,6 tys. MW),
kolejne miejsca zajmują: USA, Hiszpania, Dania i Indie. Światowe Stowarzyszenie
Energii Wiatrowej (WWEA) przewiduje, że za cztery lata łączna potencjał
wiatraków na świecie przekroczy 100 tys. MW. W 2020 roku wiatr może zaspokajać
aż 12 proc. światowego zapotrzebowania na prąd. "Koszt jego produkcji
spadnie do 2,5 centa za 1kWh" - czytamy w ekspertyzie WWEA z maja tego
roku.
Unia Europejska chce, by w 2020 roku moc jej wiatraków wynosiła 180 tys. MW.
Dostarczą prąd do połowy mieszkań w UE. Chiny zapowiadają budowę turbin o mocy
20 tys. MW. Chcą na ten cel przeznaczyć 100 mld dolarów, jeszcze więcej Europa
- 130 mld dolarów i USA - 140 mld.
Energia wiatrowa szybko tanieje. Na początku lat 80-tych kosztowała kilkanaście
razy więcej, a dziś już najwyżej dwa razy więcej niż energia pozyskana z ropy i
węgla. A gdyby w rachunku opłacalności uwzględnić po stronie strat szkody
ekologiczne i zdrowotne związane ze spalaniem tradycyjnych kopalin, okazałoby
się, że wiatr jest już dziś konkurencyjnym źródłem taniego prądu. Na jego
sprzedaży branża wiatrowa zarobiła w 2002 roku ok. 8 mld dolarów. Za 15 lat
dochody wzrosną dziesięciokrotnie - ocenia Europejskie Stowarzyszenie Energii
Odnawialnej (EREC). Przedstawiło ono scenariusz, wedle
którego w 2040 roku połowa prądu może być już wytwarzana z surowców
odnawialnych (biomasy, wiatru, słońca, wody, źródeł geotermalnych). - Potrzebna
jest tylko wola polityczna. Technicznych przeszkód już nie ma - przekonują
eksperci.
W Polsce, zdominowanej przez węgiel kamienny i brunatny, udział energii
wiatrowej jest znikomy. I raczej taki pozostanie. Wprawdzie zobowiązaliśmy się
przed Unią Europejską, że w 2010 roku 7,5 proc. naszej energii pochodzić będzie
z surowców odnawialnych, ale głównym źródłem tego alternatywnego prądu będzie -
wszystko na to wskazuje - spalanie biomasy.”
Źródło:
http://serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2331024.html